Nietrzymanie moczu po porodzie – co jest częste, a co nie powinno zostać „na zawsze”
W gabinecie bardzo często słyszę zdanie: „to pewnie normalne po porodzie”. Częste – tak. Normalne w sensie „zostanie już na stałe i trzeba się przyzwyczaić” – nie. Nietrzymanie moczu potrafi pojawić się po porodzie naturalnym i po cięciu cesarskim, bo ciało przechodzi ogromną zmianę: tkanki, oddech, brzuch, postawa i dno miednicy muszą się na nowo dogadać. Dobra wiadomość jest taka, że w wielu przypadkach da się to wyciszyć lub znacząco zmniejszyć, jeżeli podejdziemy do problemu spokojnie i metodycznie. Ważne jest też, żeby nie czekać aż objawy „same miną”, jeśli utrzymują się tygodniami albo przeszkadzają w życiu. W tym wpisie pokazuję, kiedy warto zgłosić się na konsultację i jak zwykle wygląda praca w fizjoterapii uroginekologicznej.
Jakie sytuacje najczęściej „wyzwalają” gubienie moczu?
Najczęściej pacjentki opisują drobne popuszczanie przy kaszlu, kichaniu, śmiechu, skakaniu, bieganiu albo przy podnoszeniu dziecka. Bywa też tak, że parcie jest nagłe i trudne do opanowania, a toaleta staje się „strategicznym punktem dnia”. Czasem dochodzi „chodzenie na zapas”, czyli oddawanie moczu profilaktycznie, bo pojawia się lęk przed gubieniem. To są sygnały, że warto przyjrzeć się nie tylko samym mięśniom, ale też oddechowi, pracy brzucha i codziennym nawykom. W uroginekologii rzadko działa podejście „jedno ćwiczenie dla wszystkich”. Dlatego zaczynamy od rozmowy i diagnostyki funkcjonalnej, a dopiero potem dobieramy plan.
Dlaczego „zaciskanie na siłę” bywa pułapką?
Wiele osób kojarzy temat wyłącznie z ćwiczeniami Kegla. Problem w tym, że część pacjentek ma dno miednicy już napięte i przeciążone, a dokładanie kolejnego „zacisku” tylko pogarsza objawy lub dokłada ból. U innych kłopotem jest brak koordynacji: mięśnie nie włączają się wtedy, kiedy trzeba, albo pracują w złym momencie. Dlatego w terapii liczy się jakość, nie ilość, a ćwiczenie bez sprawdzenia mechaniki często staje się loterią. Dno miednicy ma umieć i pracować, i odpoczywać. I dopiero ta równowaga daje realny efekt w codziennych sytuacjach..
Jak wygląda pierwsza konsultacja uroginekologiczna w praktyce?
Pierwsze spotkanie to zawsze spokojna rozmowa: o objawach, porodzie, bólu, trybie dnia i tym, co najbardziej utrudnia życie. Potem oceniamy funkcję w ruchu: oddech, brzuch, ustawienie ciała, sposób wstawania, schylania się i podnoszenia. Dopiero na tej bazie układamy plan. W zależności od sytuacji pracujemy manualnie i/lub ćwiczeniowo, a do domu dostajesz proste zadania, które da się wykonać między obowiązkami. Zawsze celem jest to, żebyś rozumiała „po co” i „jak”, a nie tylko odhaczała ćwiczenia.
Kiedy nie zwlekać?
Jeżeli gubienie moczu trwa długo, nasila się, pojawia się ból w obrębie miednicy albo czujesz wyraźne „ciągnięcie w dół” — warto zgłosić się szybciej. To nie jest temat do wstydu, tylko informacja, że układ potrzebuje wsparcia. Im wcześniej zaczniemy, tym łatwiej o spokojną poprawę bez rezygnowania z aktywności.
Mała rzecz, która robi różnicę
Na start często wystarczy jedna zmiana: przestać „testować” dno miednicy w stresie i zacząć pracować z oddechem oraz ruchem w codziennych czynnościach. To brzmi banalnie, ale w praktyce potrafi otworzyć drogę do dalszej terapii.
Przeczytaj też o bólach miednicy i krzyża lub zapytaj bezpośrednio w gabinecie – zapraszamy do kontaktu.